Dlaczego warto zatrudnić organistę
Uczestnicząc - pośrednio - w rynku pracy mojej diecezji zauważam pewną prawidłowość. Wielu moich kolegów skacze z miejsca na miejsce tylko po to, aby 'zarobić' te dwie, trzy stówki więcej (które i tak wydają później na dojazd). Częstokroć księża zostają z przysłowiową ręką w nocniku, gdy na kilka dni przed ważnym świętem, organista oznajmia, że od jutra go nie ma w pracy. Co może zrobić w takiej sytuacji proboszcz lub inny zarządca kościoła? Siąść i płakać.
Drogi Księże Proboszczu.
Organista pracujący na czarno nie ma żadnych zobowiązań prawnych wobec danej parafii. Im wcześniej sobie to uświadomisz, tym lepiej dla Ciebie. Nie musi przychodzić na każde nabożeństwo. Nie zmusisz go (łatwo) do prowadzenia scholi, nauki nowych pieśni, skrupulatnego przygotowywania się do posługi. Może w każdym momencie powiedzieć: 'do widzenia, było miło, ale się skończyło, ale znalazłem sobie (słowo klucz) lepszą posadę'. Słowo magiczne. Posada. W większości przypadków jest to również posada oparta o dziwne rozumienie wolontariatu w Waszym mniemaniu.
Co możesz zrobic?
- zacząć kopać pod nim doły w jego nowym miejscu pracy
- ogłosić, że zostawił Cię w najmniej stosownym momencie
- wydzwaniać do niego po nocach uprzykrzając mu życie.
Jednak zawsze to Ty wyjdziesz na buca, a nie on.
Niestety pewną zasadą jest stwierdzenie, iż im młodszy organista, tym mniej można na niego liczyć. Dzisiejsza młodzież parająca się zawodem (może obrazić na te słowa się kilku kolegów). Nie mając żadnych większych zobowiązań poza doładowaniem telefonu i kupnem nowego gadżetu - oferują oni swoje 'usługi' za kwoty, które są dla organistów z dużym bagażem doświadczenia nie do przyjęcia. Jednak czy taki osobnik jest osobą przygotowaną 'na wszelkie okoliczności'? W tym miejscu można mieć pewne wątpliwości.
Dlaczego zatem organista który jest na pełnym i godnym swojej posługi/doświadczenia etacie (ze wszystkimi tego konsekwencjami) powinien być najbardziej pożadanym pracownikiem kościelnym?
Ku temu jest kilka argumentów, które pozwolą rządcy spokojnie spać w nocy bez obawy o oprawę następnej niedzieli.
W umowie o pracę z organistą zawrzeć można wszelkie szczegóły dotyczące jego posługi. Takie jak:
- zakres obowiązków, które organista wykonuje w ramach etatu, pełniąc posługę organisty. Mowa tutaj nie tylko o przygotowaniu się pracownika do poszczególnych Mszy, ale również zapis o rozwoju artystycznym zarówno samego muzyka jak i parafii. Można zawrzeć tutaj wszelkie zaplanowane z góry Msze Święte nabożeństwa okresowe. Ale nie tylko. Określić można w nim 'stypendia' dla organisty za Msze wychodzące poza ustalony grafik, oraz sposób ich rozliczania z Urzędem Skarbowym, etc.
- zakres obowiązków związanych z prowadzeniem zespołów parafialnych. Chór czy schola śpiewająca na odpowiednim poziomie jest tworem, który nie powinien wypływać na powierzchnię jedynie w przypadku wizytacji kanonicznej czy też wielkich uroczystości, takich jak Odpust , Triduum czy Boże Narodzenie. O ileż bardziej bogato wygląda Msza niedzielna wzbogacona śpiewem wielogłosowym.
- kwestie przyziemne, które zwykle są pomijane. Takie jak urlopy, dni wolne od pracy, rekompensaty etc. Ale również można określić (co zresztą robią korporacje lub banki) strój i wygląd pracownika, który obowiązuje go w miejscu pracy. Bo cóż 'powiedzą ludzie' gdy organiście przyjdzie do głowy na swojej głowie postawić pióropusz? W ujęciu "schludny" mieści się owa fryzura - o ile jest świeżo umyta i starannie ułożona. Jednak taki wygląd nie przystoi. I na koniec
- kwestie rozwiązania stosunku pracy, obowiązku znalezienia następcy. Bo żaden z Was nie chciałby dożyć takiej sytuacji, w której o godzinie 7.00 w niedzielę dostaje informację przy pomocy wiadomości SMS: "przepraszam, ale dziś nie będę. Miło się pracowało, ale od dziś nie pracuję". Jak powiedziałem - do takiego człowieka nie można mieć pretensji od strony prawnej, choć żal pozostaje. Ale co ma zrobić proboszcz w tajkiej sytuacji? Dzwonić po organistach i robić z siebie wariata? Czy stanąc na ambonie i powiedzieć: "organista odszedł z naszej wspólnoty, bo gdzieś indziej obiecali mu lepsze warunki"?
I na koniec. Należy wiedzieć i mieć cały czas w pamięci fakt, iż organista nie pracuje jedynie godzinę, czy też dwóch dziennie, jak czasami próbuję się - denuncjując wagę tego zawodu - mówić. Gdyby tak było, wówczas co niedziela słyszelibyśmy ten sam zestaw pieśni, zagrany w ten sam, nieciekawy sposób. Nawet sam dobór pieśni na poszczególną niedzielę czy święta może zająć kilka godzin. Przygotowanie nowych pieśni czy też cykli mszalnych i nauczenie ich wiernych - również nie przychodzi samo. I na koneic sama praca w niedzielę, gdy gros ludzi w tym dniu ma wolne.... jeżeli ktoś by chciał - organiście, który gra 6 Mszy w ciągu niedzieli pozwolić (w parafii, gdzie grane są dwie Msze w ciągu dnia) odebrać owe wolne należne za przepracowaną niedzielę, wówczas - licząc ilością zagranych Mszy - parafia byłaby głucha przez trzy dni. A wiadomo, że Msze niedzielne czasami są dwukrotnie dłuższe od tych
Służymy radą i pomocą, zarówno Kapłanom jak i organistom. Jeżeli masz jakiekolwiek pytania: napisz do nas.
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|


